Pamięci ofiar – Piaśnica 06.10.2019

11 listopada jest na dla wielu rodzin na Pomorzu dniem pamięci o bliskich, którzy zostali zamordowani przede wszystkim na przełomie 1939 i 1940 roku. Tragedia tej wojny dotknęła w istocie rzeczy każdej rodziny, która zamieszkiwała na tych ziemiach.

W tym dniu miało miejsce apogeum masowych egzekucji Kaszubów w okolicznych lasach z uwagi na szczególny charakter tej daty, związanej z odzyskaniem niepodległości przez Polskę.

Są tu dwa najbardziej znane miejsca masowych egzekucji – Piaśnica i Szpęgawsk, gdzie zginęło łącznie ponad 20 tys. osób. W sumie na Pomorzu w okresie 1939-1940 zostało zamordowanych ok. 53 tys. do 60 tys. osób.

W tym roku władze państwowe i samorządowe zorganizowały uroczystości związane z upamiętnieniem tych wydarzeń już na początku października (30 września w Szpęgawsku, 6 października w Piaśnicy). W obu miejscach pojawiły nowe monumenty, których powstanie zostało wsparte środkami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W uroczystościach wzięli licznie zgromadzeni kapłani, posłowie, senatorowie, przedstawiciele władz rządowych i samorządowych, przedstawiciele wielu instytucji oraz organizacji. Oprawa uroczystości była iście imponująca z udziałem wojska, harcerzy, strażaków i organizacji społecznych. W uroczystościach w Szpęgawsku brał udział m.in. Prezydent RP Andrzej Duda.

Zwiedziawszy się, że jest wielce prawdopodobnym, iż szczątki mojego dziada trafiły pod koniec 1944 roku do mogiły nr 2 w Piaśnicy, wziąłem udział w uroczystości upamiętnienia ofiar. Głównym punktem uroczystości była msza święta celebrowana przez gdańskiego metropolitę arcybiskupa Leszka Sławoja Głódzia. Ze szczególną uwagą wysłuchałem słów homilii wygłoszonej przez metropolitę. Sporą jej część pochłonęły powitania przedstawicieli władz, gości oraz podziękowania za wkład włożony w oprawę uroczystości. Wsłuchując się w jej słowa, chciałem uchwycić przesłanie z niej płynące do licznie zgromadzonych mieszkańców a przede wszystkim rodzin ofiar.

Jakież było moje zdumienie, gdy na portalu Archidiecezji Gdańskiej znalazłem tekst tejże samej homilii tylko, że wygłoszonej w tym samym miejscu rok wcześniej, a uzupełnionej kilkoma dodatkowymi dygresjami.

Passus poświęcony etiologii zbrodni nazistowskich na ludności Pomorza przypisujący ich sprawstwo wyłącznie dwóm totalitarnym ideologiom w gruncie rzeczy tożsamym, a stojącym w opozycji do wartości chrześcijańskich wydaje się nie oddawać istoty rzeczy. Jak mówił – zarówno sprawcy jak i ich ofiary – wszyscy oni byli ofiarami misterium iniquitatis (tajemnicy nieprawości) która tkwi w bezbożności – będącej istotą i przyczyna bezprawia/nieprawości.

Rozumiem, że z punktu widzenia kościoła katolickiego takie postrzeganie przyczyn i skutków tego największego w historii konfliktu zbrojnego, a raczej zawłaszczenia przestrzeni życiowej dla jednej – jedynie słusznej nacji i związanej z tym ideologii narodowosocjalistycznej – może być uprawnione, ale nie najważniejsze. Tajemnica nieprawości zasadza się tu bowiem na mowie nienawiści wykluczającej inne nacje, grupy społeczne oraz zapewnieniu bezkarności sprawcom nieprawych czynów.

Jak dobrze pamiętam, mój dziadek Jan, wróciwszy z kampanii wrześniowej został odprowadzony przez swoich niemieckich sąsiadów z Selbstschutzu (samoobrony) do więzienia w Kartuzach. Szedł tam bez szczególnego strachu. Będąc, jak wielu innych przekonanym o swojej niewinności – uważał, że nic złego go tam nie spotka. Uważał, że za niewinność w „państwie prawa” za jakie były uważanie zawsze Niemcy, nie może go dotknąć żadna krzywda. I tu się mylił, ponieważ państwo niemieckie dostosowało swój system prawny i organizacyjny do wymogów wojny. Ofiary, zanim zostały zgładzone, stawały przed tzw. sądami policyjnymi, które odbywały się zazwyczaj tuż przed egzekucją, a następnie w majestacie prawa niemieckiego byli bestialsko mordowani.

Nie kto inny jak Wermacht szedł z hasłem na żołnierskich klamrach „Got mit uns”, a ofiarami wyrządzonych przez nich zbrodni byli nie tylko Kaszubi przywiązani do religii chrześcijańskiej, ale i też Żydzi czy też polscy Tatarzy, jak chociażby Leon Najman Mirza Kryczyński wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdyni. Inteligentzaktion była oczywiście elementem strategii wykorzenienia polskości na tych terenach, a straty w elitach intelektualnych były i są niepowetowane. Ofiarami też byli pacjenci szpitala psychiatrycznego w Starogardzie Gdańskim czy też niewinne niczemu dzieci, a w obliczu śmierci każda ofiara jest tak samo ważna.

Dalej, arcybiskup Leszek Sławoj Głódź mówił w kontekście Piaśnicy i Westerplatte, że „trwa jeszcze amnezja historyczna i ignorancja w wielu środowiskach, w wymiarze Pomorza i całej Polski”.

Nie wiem o jakiej i czyjej amnezji ksiądz arcybiskup mówił, bo z własnego doświadczenia wiem, że pamięć o tym co się wydarzyło na Kaszubach i Pomorzu jest wiecznie żywa. Tragedia tej wojny dotknęła tu każdej rodziny, która zamieszkiwała na tych ziemiach. Większość rodzin do dnia dzisiejszego poszukuje miejsc w których zostali pozbawieni życia ich bliscy. Osobiście przez kilka lat walczyłem z Instytutem Pamięci Narodowej, który w końcu (w 2006 r.) udostępnił mi akta kilku śledztw dotyczących zbrodni na ludności Pomorza. Dzięki temu zarówno ja jak i ponad 40 rodzin dowiedziało się o miejscu kaźni ich bliskich w Sarnim Dworze koło Somonina.

Co ciekawe w latach tzw. komuny były prowadzone śledztwa w sprawie zbrodni wojennych przez prokuraturę i Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich, jednakże po zawarciu układu pomiędzy Polską Rzecząpospolitą Ludową, a Republiką Federalną Niemiec o normalizacji stosunków z 7 grudnia 1970 r. śledztwa zostały zawieszone i schowane do szaf.

Z uwagi na to, że władze komunistyczne uważały ludność kaszubską za element etnicznie niepewny, generalnie nie były zainteresowane ustaleniem ofiar jak i sprawców zbrodni na tut. ludności oraz ich osądzenia. Gwoli przypomnienia, dopiero na początku lat 60 – tych dr. Barbara Bojarska z Instytutu Zachodniego w Poznaniu rozpoczęła badanie zbrodni w Piaśnicy.

Wbrew temu, co pisze bieżąca prasa w kontekście tej uroczystości, żaden z hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójstwo popełnione na Pomorzu nie został w Niemczech Zachodnich pociągnięty do odpowiedzialności. Natknąłem się jedynie na wyrok Sądu Karnego w Gdańsku z dnia 7 listopada 1946 przeciwko Karolowi Wigandtowi z Hopowa (członek SA), który brał udział w zbiorowych egzekucjach na terenie pow.  kartuskiego, w którym orzeczono karę śmierci. Z kolei Herbert Busch – kartuski kat w oparciu o brak dostatecznych dowodów winy uniknął kary postanowieniem prokuratury w Bremie z dnia 17.10.1961r. Należy dodać, że w okresie tzw. zimnej wojny, polskie władze po prostu ich nie dostarczyły. Jedynie główny organizator eksterminacji Polaków na Pomorzu – gaulaiter Albert Forster został skazany na karę śmierci przez Najwyższy Trybunał Narodowy w Gdańsku 27.04.1948r. Nie jest wcale pewnym, czy wyrok został wykonany, gdyż istnieją trzy różne protokoły z wykonania wyroku, a przecież mógł on być przedmiotem dealu pomiędzy komunistycznymi władzami a Rosjanami.

W kwestii amnezji podniesionej przez arcybiskupa, o ile sobie dobrze przypominam, nie kto inny jak poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS) obiecywał nam inwentaryzację ofiar oraz strat poniesionych przez Polskę w czasie II wojny światowej. Chciałoby się zapytać, gdzie i dlaczego ten projekt utknął, skoro nadal nie jesteśmy w stanie ustalić tożsamości ofiar oraz miejsc zbrodni na Pomorzu i nie tylko. Podpowiem tylko jego ekscelencji za Diterem Schenkiem, że wystarczy pojechać do archiwum w Ludwgsburgu i Berlinie, co w obecnych czasach nie jest aż tak trudne.

Wracając do homilii arcybiskupa, który mówił, że „ludzie, którzy ponieśli tu śmierć byli wierni. Wierni Polsce. Ukształtowani w polskich rodzinach, nie chorowali na amnezję”. Owszem Kaszubi byli wierni Polsce, tylko Polska nie zawsze to zobowiązanie odwzajemniała.

Jeszcze nie tak dawno bo dwa lata temu na obchodach uroczystości 11 listopada wojewoda Dariusz Drelich mówił do Kaszubów „Warto zwłaszcza dziś przypominać każdemu z Polaków, a w szczególności każdemu z obywateli Pomorza, również temu, który nazywa siebie „przedstawicielem mniejszości etnicznej i regionalistą”, że to terytorium nieraz było przedmiotem knowań skierowanych przeciwko jedności państwa polskiego i wobec tego naszym obowiązkiem jest utrzymywanie tutaj stałej pewności własnej przynależności narodowe. Jako wojewoda pomorski chciałbym zaapelować do wszystkich obywateli Pomorza o zadumę nad swoim udziałem w tworzeniu, w zapewnianiu i w ugruntowywaniu niepodległego i suwerennego bytu państwa polskiego.”

Wojewoda Dariusz Drelich – będąc obecnym na tej uroczystości miał okazję do zdystansowania się od tego swojego wcześniejszego stanowiska, a może także wyjaśnienia tej kwestii, ale tego nie uczynił. Tak samo jak do dziś nikt nas Pomorzan i Kaszubów nie przeprosił za „dziadka z Wehrmachtu”. Ktoś kto więc dziś pyta, „jak on mógł iść wtedy do armii niemieckiej”, to albo nie zna historii, albo zna, tylko wykorzystuje ją do celów politycznych.

Arcybiskup, kontynuując w kontekście amnezji stwierdził, że nasza młodzież żywo się interesuje historią „ale nie taką o której szepce się w pokojach nauczycielskich. My wiemy co tam się szepce. Nie mamy swoich służb, ale mamy informacje”. Co dalibóg miał na myśli wypowiadając te słowa trudno powiedzieć.

O ile dobrze wiem, to od dawna uczniowie mają braki z historii współczesnej, bo jest ona umieszczona na końcu materiału, którego zazwyczaj przed końcem roku szkolnego nie zdążą przerobić. Dlaczego tak się dzieje trudno powiedzieć, może nie jest to jeszcze odpowiednia jej wersja?

Mówiąc o najważniejszym, a mianowicie ofiarach Piaśnicy – ksiądz arcybiskup wymienił wśród nich liczną grupę duchownych, którzy tutaj złożyli ofiarę życia. Według ks. Jana Walkusza zostało ustalonych 37 kapłanów z pow. wejherowskiego, puckiego i gdyńskiego, którzy tu spoczywają. W tym kontekście stwierdził, że księża mają swoje miejsce w społeczeństwie. „Nie jesteśmy tu żebrakami. Mamy tu prawo do swojego miejsca”. Czyżby ktokolwiek to prawo kwestionował ???

Mówiąc o licznych powołaniach kapłańskich do seminarium duchownego w Wejherowie zwrócił uwagę zebranych na alumnów, którzy kwestowali podczas mszy – dowcipkując, że oni jeszcze nie mają doświadczenia, bo za szybko kwestowali. Sugerował, że najbardziej pożądaną jest tzw. cicha kwesta.

Na koniec, Abp Głódź wyraził wielkie uznanie ks. prałatowi Danielowi Nowakowi, budowniczemu świątyni i kustoszowi sanktuarium, stróżowi pamięci o ludobójstwie w piaśnickich lasach. Uroczystość zakończyło odczytanie Listu Premiera Mateusza Morawieckiego do zgromadzonych przez posłankę PIS Dorotę Arciszewską.

Chciało by się powiedzieć – więcej prawdy i pamięci, a mniej celebry i polityki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *