I po wyborach ?

Raptem minął rok od wyborów samorządowych 2018 a już jesteśmy po kolejnych – tym razem do parlamentu. Wydawałoby się, że głosy policzone, tylko czekać na zaprzysiężenie nowych parlamentarzystów, a tu czeka nas jeszcze dogrywka z liczenia głosów.

W ostatnim materiale wykrakałem, że najważniejsi są ci, co liczą głosy. Teraz będziemy czekać na ostateczne rozstrzygnięcie – w czyich rękach znalazł się Senat. O tyle to dziwne, że chyba we wszystkich komisjach wyborczych rządząca partia miała swoich przedstawicieli, którzy patrzyli na ręce pozostałym ich członkom, aby liczenie przebiegało poprawnie. Dziwi fakt, że te same komisje w wyborach do Sejmu liczyły poprawnie, a do Senatu już niekoniecznie. Mimo tego nikt tym razem nie mówił, że wybory były sfałszowane.

W systemach demokratycznych udział przedstawicieli społeczeństwa w komisjach wyborczych odgrywa ważną rolę w kwestii, ich transparentności. Na przykładzie naszej gminy można dojść do wniosku, że ze społecznym zainteresowaniem wyborami nie jest najlepiej. Mimo rekordowej wręcz frekwencji wynoszącej w tych wyborach 68,51 %, członkowie komisji tym razem pochodzili z „łapanki” chociaż praca w nich jest wynagradzana. W poprzednich wyborach w komisjach zasiadali przedstawiciele wszystkich komitetów wyborczych i partii politycznych z przedstawicielami komitetu KWW Razem Dla Gminy Kolbudy, który nikogo w tamtych wyborach nie wystawiał. Tym razem jego szef Jakub Cezary Kloska reprezentował w Komisji nr 4 – KWW Koalicję Obywatelską. Tym razem oprócz przedstawicieli dwóch największych partii ze zdecydowaną przewagą przedstawicieli PIS w komisjach zasiadło trzech przedstawicieli Partii Korwin. Pozostali członkowie komisji wyborczych rekrutowali się prawdopodobnie z licznej rzeszy urzędników rządowych i samorządowych. Poprzednio Przedstawiciele KBW w Gdańsku zachęcali komitety wyborcze, aby zgłaszali swoich przedstawicieli do komisji.  W tych wyborach nic takiego się nie stało. Z drugiej strony, skoro nie wszystkie komitety zgłaszały swoich przedstawicieli – to czyżby PSL oraz Lewica  i ich koalicjanci nie upatrywali żadnych szans dla swoich kandydatów?

Istotny wniosek, który się tu nasuwa, to że w komisjach wyborczych było ewidentnie za mało przedstawicieli środowisk niezależnych.

Jak na rangę tych wyborów, aktywność kandydatów do Sejmu i Senatu na terenie naszej gminy była raczej mizerna. Poza akcją bilbordową liderów list wyborczych, nikt z kandydatów nie odwiedzał naszej gminy, chyba że coś mi umknęło. Z „naszych” kandydatów reklamował się jedynie Stefan Skonieczny (Starosta Powiatowu Gdańskiego otrzymał 101 głosów) i Ryszard Świlski (Wicemarszałek Województwa Pomorskiego – kandydat na senatora). Poza tym w kampanii wyborczej prym wiedli kandydaci partii rządzącej.

Jak wspomniałem lokomotywami list byli przede wszystkim partyjni liderzy pochodzący głównie z Trójmiasta. W wyniku wyborów okazało się, że ostatnie miejsca nie były biorące.

I tak poszczególne komitety otrzymały kolejno w naszym obwodzie oraz w okręgu:

Lista nr 1 – KW Polskie Stronnictwo Ludowe                           –   5,51 % /   5,90%

Lista nr 2 – KW Prawo i Sprawiedliwość                                    – 26,78 %  / 32,10%

Lista nr 3 – KW Sojusz Lewicy Demokratycznej                        – 13,15 %  /  8,33%

Lista nr 4 – KW Konfederacja Wolność i Niepodległość           –   7,77 % /   7,21%

Lista nr 5 – KKW Koalicja Obywatelska PO.N IPL ZIELONI   – 46,78 %  /  41,31

Mandaty z Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Koalicja Obywatelska Po.N IPL Zieloni uzyskali:

  1. Adamowicz Piotr                               – 963 głosy      10,85%
  2. Borowczak Jerzy Stanisław             – 105 głosów   1,18%
  3. Chmiel Małgorzata                            – 230 głosów   2,59%
  4. Neumann Sławomir Arkadiusz       – 421 głosów   4,74%
  5. Pomaska Agnieszka Dominika        – 789 głosów   8,89 %
  6. Wałęsa Jarosław Leszek                   -1279 głosów 14,41%

KW Prawo I Sprawiedliwość uzyskało 4 mandaty:

  1. Cymański Tadeusz                            –    94 głosy      1,06 %
  2. Płażyński Kacper Maciej                  – 1370 głosów15,44%
  3. Sellin Jarosław Daniel                      –  471 głosy       5,31%
  4. Smoliński Kazimierz                         –    80 głosów   0,90%

Po jednym mandacie uzyskali przedstawiciele:

  1. KW Konfederacja Wolność I Niepodległość – Urbaniak Michał Piotr     – 239 (2,69%)
  2. KW Sojusz Lewicy Demokratycznej – Maciejewska Beata Monika          – 376 (4,24)

Jolanta Banach z SLD zdobyła w naszym obwodzie 5,01 % głosów, ale mimo to nie uzyskała mandatu. Ciekawostką jest fakt, że 278 osób które głosowały na kandydatów do Sejmu z ramienia PIS w wyborach do Senatu oddało swoje głosy na kandydata opozycji.

Generalnie do Sejmu weszli poza znanymi już postaciami z PO – Jarosław Wałęsa i Piotr Adamowicz oraz Kacper Płażyński z PIS.

Ciekawostką jest fakt, że wszyscy pozostali kandydaci których było niemało, nie byli w stanie przekroczyć 1% głosów oddanych na poszczególne listy. Nawet Ewa Lider (posłanka Nowoczesnej) ostatnia na listach Koalicji uzyskała bardzo mizerny wynik, podobnie jak jej były partyjny kolega Grzegorz Furgo.

W wyborach do Senatu w okręgu 66 kandydaci uzyskali kolejno w obwodzie i w okręgu:

Ryszard Jan Świlski (KKW Koalicja Obywatelska PO .N IPL ZIELONI)            – 69,46 % / 57,30%

Antoni Szymański (KW Prawo i Sprawiedliwość)                                                   – 30,54 % / 42,70%

Wyborcy tym razem nie mieli wyboru, musieli się opowiedzieć po stronie określonej opcji. W każdym razie kandydat PO wydawał się być zdecydowanie bardziej rozpoznawalny medialnie od przedstawiciela PIS, który był już senatorem dwóch kadencji oraz posłem ostatniej kadencji. Należy zauważyć, że w tym głosowaniu kandydat PIS otrzymał aż 50% więcej głosów niż w 2015 r.  Z kolei na Ryszarda Świlskiego zagłosowało ledwie 13 % więcej osób niż w poprzednich wyborach na kandydatów PO, PSL i Lewicy razem wziętych, biorąc pod uwagę, że tym razem głosowało o ponad  30 tys. osób więcej. Wskazuje to na zdecydowanie większą mobilizację elektoratu PIS. Gdyby nie porozumienie partii opozycyjnych, to w okręgu 66 – kandydat PIS  by je wygrał.

Local political fiction

Dotychczas woj. pomorskie było bastionem Platformy Obywatelskiej. Na podstawie obserwacji wyborów samorządowych, a w szczególności wyborów do Parlamentu Europejskiego czy też obecnych, mamy do czynienia z systematycznym poszerzaniem elektoratu prawej strony sceny politycznej. Bastion PO skurczył się wyłącznie do Trójmiasta. Poza Trójmiastem jak i w powiecie gdańskim czy też w naszej gminie możemy stwierdzić, że prawicowy elektorat zaczyna być dominujący.

Do niedawna władze gminy były kojarzone z PO, a w zasadzie tylko wicewójt Marek Goliński, chociaż ostatnio na płocie byłego już wójta Leszka Grombali wisiały bannery Stefana Skoniecznego i Ryszard Świlskiego.

W każdym razie na stronach internetowych PO trudno by szukać władz lokalnych struktur tej partii zarówno wojewódzkich czy też powiatowych. Ma się wrażenie, że działają one w ukryciu. Jak szyld partyjny jest potrzebny to go się używa, a jak nie, to go się ukrywa. Ot tak a zabawa w ciuciubabkę.

Wiadomo, po co idzie się do polityki – przecież konfitur nie starcza tam dla wszystkich. Zatem, im krótsza kanapa, tym więcej dla zaufanych działaczy. Reszcie nic do tego. Objawy klientyzmu są zauważalne po obu stronach sceny politycznej, stąd każda z nich chce zachować dla siebie jak najszerszą strefę wpływu. Jak to się ma do transparentności życia politycznego musimy sobie odpowiedzieć sami.

Wracając do polityki informacyjnej partii – odrobinę lepiej od strony PO czy Lewicy prezentuje się strona internetowa PIS, gdzie możemy znaleźć tel. i adres e-mail do Posła Horały, ale też niewiele więcej. Witryny informacyjne poszczególnych partii są odzwierciedleniem ich stanu organizacyjnego. Na ile jestem zorientowany, to żadna z nich nie posiada lokalnych struktur organizacyjnych oraz zaplecza członkowskiego. W jaki sposób zamierzają one zagospodarować potencjał społeczny dla realizacji swoich programów politycznych, jeśli nie oprą go na szeroko rozbudowanych strukturach. Daleko nam do naszych zachodnich sąsiadów, gdzie CDU czy SPD posiadają po 500 tys. członków.  Na razie w wyborach wykorzystuje się wyłącznie marketing polityczny i to raczej dość nieudolnie. Póki co – wygrywają ci, co mają dostęp do tradycyjnych kanałów komunikacji takich jak „media narodowe” i to działa. Nie można tu ominąć bardzo popularnych mediów społecznościowych, gdzie „lansik” odgrywa istotną rolę, ale też tym medium trzeba się umiejętnie posługiwać, a reklama nie jest tam darmowa.

W ostatnich wyborach samorządowych w naszej gminie zwycięska ekipa umiejętnie dojechała na nich do władzy. Problem polegał na tym, że polityczne zabarwienie tejże, było bardzo skrzętnie ukrywane przed wyborami. Po nich zaś okazało się, że są one powiązane z Porozumieniem Jarosława Gowina i były intensywnie wspierane przez prominentnych działaczy PIS-u z naszego regionu.

Jak widać strategia PIS-u, polegająca na zawłaszczaniu sceny politycznej w Polsce jest skuteczna i nie ogranicza się tylko do władzy parlamentarnej, ale jest też sukcesywnie poszerzana o władze samorządowe. Dzieje się to jednak w taki sposób, by wyborcy nie byli o tym poinformowani.  Podobnie, niektórzy już wybrani parlamentarzyści rozmyślają o zmianie barw partyjnych dla własnej prywaty, ale robią to dopiero po wyborach. Jak ważny jest to problem, gdzie raptem jeden głos senatorski może ważyć o istotnych sprawach dla naszego kraju?

Wniosek z tego taki, że jawność życia społecznego i politycznego będzie niezwykle istotna dla naszych wyborów oraz przyszłości. Bez społecznych i niezależnych mediów będzie to raczej niewykonalne. I jak tu uwierzyć Schetynie, który na ostatniej konwencji przedwyborczej mówił, że nie będzie Budapesztu w Polsce?  Bez radykalnej zmiany strategii działania partii oraz ugruntowanych nawyków działaczy politycznych, nie będzie można liczyć na zmianę trendu politycznego w naszym kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *