Bajka o krasnoludku Skarbonku

Za siedmioma górami i siedmioma rzekami była sobie słynna polanka, na której mieszkały krasnoludki. W większości był to lud spokojny i pokorny. Ale tak jak wszędzie tak i tutaj były wyjątki. W ostatnim okresie krasnoludki przeżyły lekkie zawirowania w związku z elekcją nowego króla. Z woli krasnoludków został nim krasnoludek Laluś, wcześniejszy członek rady królewskiej. W pierwszej kadencji w radzie królewskiej dał się poznać jako gorliwy zwolennik i poplecznik starego króla. W drugiej natomiast, gdy stwierdził, że szanse starego króla na powtórny wybór są marne, postanowił przejść do  opozycji i zaczął go zajadle atakować. Spierał się też z krasnoludkiem Skarbonkiem, który wówczas sprawował pieczę nad królewską kasą. A kasa ta była według Skarbonka zawsze wypełniona aż po sam sufit  kolorowymi ptasimi piórami, które były w  królestwie pełnoprawnym środkiem płatniczym. Skarbonek był krasnoludkiem, który bardzo zabiegał o względy starego króla. Wcześniej pracował w krasnoludkowej dziupli, gdzie produkowano drewniane pudełka na krasnoludkowe skarby. Praca ta nie była wymagająca, taka w sam raz dla Skarbonka. Liczył on te pudełka ładnych parę lat i pewnie siedziałby tam aż do dnia dzisiejszego, gdyby nie przypadek. Pewnego dnia słońce się do niego uśmiechnęło i dostał od życia ogromną szansę. Zaproponowano mu pracę na dworze króla. Miał się zająć liczeniem ptasich piór w królewskim skarbcu. Krasnoludek promieniał ze szczęścia. Postanowił zrobić wszystko, by posadę utrzymać jak najdłużej. Wiedział, że  wszystko zależy wyłącznie od starego króla. A wszyscy wiedzieli, że ten bywał bardzo kapryśny i porywczy. Krasnoludek Skarbonek od samego początku zabiegał o względy starego króla. A to się do niego ładnie uśmiechnął, a to żartem rzucił, a to opozycję starego króla słowem pognębił. Szczególnie nie lubił krasnoludka Lalusia. Przy każdej okazji starał się mu dokuczyć i pokazać jego niewiedzę, co nie było takie znowu trudne, bo Laluś nieszczególnie się orientował w sprawach królestwa. Ale za to  lubił brylować w krasnoludkowym towarzystwie i robić dobre wrażenie.

Ale jak to w życiu bywa, wszystko ma swój kres. Tak samo było i na polance. Zbliżał się koniec kadencji starego króla. Niedługo miała odbyć się kolejna elekcja. Atmosfera w królestwie gęstniała z dnia na dzień. Skarbonek czuł, że jego koniec jest już bliski. Wiedział, że ma małe szanse na przetrwanie na swoim urzędzie. Nikt go nie lubił. Królewscy dworzanie liczyli na to, że w końcu zniknie z dworu i nie będzie już więcej knuł i intrygował. Skarbonek postanowił zagrać vabank. Nie miał innego wyjścia i powiedzmy sobie szczerze, że nie miał też nic do stracenia. Zaczął ogłaszać wszem i wobec, że stary król zwariował i swoimi działaniami prowadzi do bankructwa i upadku królestwa. I w rzekomym proteście przeciwko takim działaniom zrezygnował ze swojego stanowiska. Wszyscy na dworze króla zamarli z wrażenia. Krasnoludki aż pootwierały swoje małe buzie z wrażenia. Że jak to ? Że ten, który bez najmniejszego sprzeciwu robił wszystko, co stary król kazał, teraz mówi, że stary król jest zły ?

Stary król wyrzucił ze swojego dworu niewdzięcznego krasnala. I cóż miał począć ten biedaczyna? Musiał szukać innego zajęcia, co po długotrwałych staraniach w końcu mu się udało. Znalazł pracę na innej polance, u innego króla. Ale nie był z niej zadowolony. Nowa polanka była mniejsza i do tego daleko. A i nowy król nie był taki hojny jak ten poprzedni. Najzwyczajniej w świecie był skąpiradłem. Bardzo lubił ptasie pióra i kombinował jak mógł, by się z nimi nie rozstawać. Wolał je sam oglądać niż dać komuś innemu.

Skarbonek postanowił zagrać po raz drugi vabank. Wiedział, że jego jedyną szansą na powrót na poprzedni dwór królewski jest nawiązanie kontaktu z kandydatami na nowego króla. Kandydatów tych było trzech: Laluś, Belfer i Upierdliwek. Był świadomy, że ma szanse jedynie u Lalusia. Tylko Laluś wraz ze swoim doradcą Gburkiem byli w stanie posunąć się do wszystkiego, by wygrać te wybory. Koniec końców współpraca została nawiązana. Niedługo później w królestwie zaczęły się pojawiać pisane przez korniki na korze drzew sążniste elaboraty o tym, jak stary król trwonił ptasie pióra z  królewskiego skarbca. Krasnoludki przecierały oczy ze zdumienia. Jak to ? Ten, który był za tę sytuację współodpowiedzialny i ciągle szeptał staremu królowi do ucha, co i jak należy zrobić, teraz go  krytykuje ? Pewnie musi to być mędrzec nad mędrcami. Tęga i mocna głowa.

Krasnal Laluś wygrał wybory i został nowym królem. Skarbonek w podziękowaniu za pomoc wrócił na swój dawny urząd na dworze królewskim. Znowu siedzi po królewskiej prawicy. I tak samo jak poprzednio: a to się do niego ładnie uśmiechnie, a to żartem rzuci, a to opozycję nowego króla słowem pognębi. Wie jak się przypodobać. W końcu robi to przez całe swoje długie życie.

Morał z tej bajki jest taki. Mierny, bierny ale wierny. Wierny własnej pensji.

 

AutorKa.

Wszelkie podobieństwo to jakichkolwiek osób, miejsc i urzędów jest niezamierzone i zupełnie przypadkowe. Wszelkie utożsamianie jakichkolwiek osób, miejsc i urzędów przez czytelnika tej bajki z jakimikolwiek osobami, miejscami i urzędami jest robione wyłącznie na jego odpowiedzialność. Czytający zaś interpretuje tę bajkę tak jak potrafi lub chce i robi to na własną odpowiedzialność.

Krzysztof Suchocki
Krzysztof Suchocki
Mieszkaniec Gminy Kolbudy tel.: 505 094 699, e-mail: krzysztof.suchocki@wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *